O autorze
Z wykształcenia dziennikarz, zawodowo przekopuję internety poszukując ciekawych projektów dla Merixstudio. Uważam że wiedzą należy się dzielić, opinii nie pozostawiać dla siebie i zawsze podpisywać własnym imieniem i nazwiskiem. Jako humanista w IT podejmować będę tematy ze styku historii, nauk społecznych, popkultury i próbować kompilować je ze światem nowych technologii. Prywatnie można zastać mnie zwiniętego w koc, z dobrą książką w dłoni. Jestem fanatykiem serwisu transfermarkt.de.

Rzeczpospolita Zwinna - czy Polska jest gotowa na projekty agile?

merixstudio.com merixstudio
Szerokim echem odbiła się w polskim środowisku IT ekspertyza sporządzona przez Centrum Projektów Cyfrowa Polska we współpracy z kancelarią Maruta Wachta sp.j. dotycząca zamówień publicznych realizowanych metodykami agile. Skoro Ministerstwo Cyfryzacji stwierdza, że zamówienia publiczne można realizować metodykami zwinnymi, to znaczy, że jedynym ograniczeniem jest dobra wola ogłaszających przetargi.

Jak powszechnie wiadomo, “państwowy” klient utożsamiany jest z tzw. “betonem”, a zamówienia realizowane dla instytucji publicznych dla niejednego software house’u stanowią nomen omen formę pańszczyzny. Mimo gwarantowanej terminowości wystawionych faktur, wiele zespołów unika zamówień publicznych jak ognia.



Dlaczego? Do skrzynki kontaktowej spływa enigmatyczna informacja z załączoną na DW całą możliwą konkurencją i sążnistym PDFem zawierającym wymogi, które często są out-of-date. Team leaderzy żonglują estymacjami i jeśli na pokładzie znajdzie się ktoś z odrobiną zimnej krwi, z miejsca konstatuje, że gra jest niewarta świeczki.

Czynnikiem decydującym okazuje się być cena, której nawykły do modelu time&material zespół na tym etapie podać nie potrafi. Siłą rzeczy, wiele utalentowanych ekip umieści państwowe RFP w okrągłym segregatorze nim zejdzie na popołudniową FIFĘ.

Uber, a sprawa polska
Nie ma co ukrywać, państwo polskie zdaje się nie rozumieć nowoczesnego biznesu. Skomplikowany i nieszczelny (chciałoby się powiedzieć: pełen bugów) system podatkowy, trwające latami rozprawy sądowe, słaba infrastruktura (vide: Pendolino, autostrady) nie sprzyjają małym i średnim przedsiębiorcom. Zdawałoby się, że w starciu z zagraniczną konkurencją jesteśmy rzuceni na pożarcie i nie pozostaje nam nic innego, jak tylko produkować telewizory i batoniki jako white label dla dużych koncernów.

Tymczasem nasz kraj, jak niegdyś spichlerzem, dziś staje się software house’m Europy. Jesteśmy relatywnie dobrze wykształceni, znamy języki i zasadniczo nie mamy problemów komunikacyjnych. Pierwszy raz od chwili przerwania aksamitnego szlaku również nasze położenie staje się atutem a nie przekleństwem. Siłą rzeczy ambicje polskich CEOs muszą sięgać wysoko. Określenie “pokolenie chcę więcej” nie odnosi się tylko do piłkarzy Nawałki.

Niemniej, wiele instytucji publicznych wciąż zdaje się egzystować w poprzedniej epoce. Jak działa i jak podchodzi do zagadnień digitalizacji państwo polskie niech najlepiej świadczy przykład informatyzacji ZUS. Podatnik (tak,Ty) wydaje 3 mld złotych, po czym okazuje się, że nie można przeprowadzić drobnej obniżki (właściwie uelastycznić) składek ubezpieczeń dla samozatrudnionych… bo system nie może zaakceptować takiej implikacji.

Innym wyznacznikiem standardów jest podejście do kierowców Ubera. Rząd szuka sposobów, by opodatkować nieoznakowanych kierowców od chwili, gdy nacisk zaczął wywierać lobby taksówkarzy - oczywiście ignorując postulaty większości konsumenckiej. Wcześniej nikomu to nie przeszkadzało.

Polish for beginners
Nie chciałbym być źle odebrany. Nie chodzi o to, by hejtować obecną czy poprzednią władzę. Osobiście uważam, że Polska od samego początku, tj. od 1989 roku zmierzała w kierunkach, które często determinowane były wpływem zewnętrznym, jeśli nie przypadkiem. Upadek żelaznej kurtyny zastał nas jak nowo narodzone źrebię: ślepe i mokre, a na pewno pozbawione kadr menadżerskich. Kolejne wybory strategiczne, jak akces do NATO i Unii Europejskiej jawią się raczej jako skutek lobby Waszyngtonu i Brukseli, gdzie Polska odgrywa rolę nieśmiałej skromnisi idącej na te imprezy, na które zaproszą ją bardziej przebojowe koleżanki.

Nie da się ukryć, że ekspertyza Ministerstwa Cyfryzacji to skutek zdecydowanie oddolnej inicjatywy i próżno jej zarania szukać w ministerialnych gabinetach. Okazuje się jednak, że przepisy jak najbardziej umożliwiają współpracę zwinną. Dlaczego zatem dzieje się to tak rzadko?

+ Brak kadr - wiele instytucji publicznych nie ma kompetencji, by nadzorować projekt jak ma to miejsce choćby w przypadku founderów z Doliny Krzemowej. Zespół chciałby zdać raport z wykonanego sprintu i najzwyczajniej nie ma komu. W tym miejscu przypomina mi się anegdotka mojego kolegi architekta, który musiał tłumaczyć się urzędnikom, że prace nie mogły być wszczęte, ponieważ inny urząd ociągał się ze zgoda na budowę.

+ Brak dobrej woli - metodyka agile zakłada ścisłą komunikację i jasną priorytetyzację. Urzędnik rozliczający zespół z wykonanych sprintów potencjalnie może być obarczony odpowiedzialnością na wypadek niepowodzenia. Po co to komu?

+ Finansowanie - rząd i instytucje podległe chcą wiedzieć za co płacą. Elementem przetargu jest dokładna wycena, która pozwala uniknąć nadużyć. Całkowity kosztorys musi być zaakceptowany nim powstanie pierwsza linijka kodu. Dzięki temu np. autostrady powstają u nas tak szybko.

MVP a kanał białomorski
Tymczasem wraz z rozwojem internetu zachodzi stopniowy zanik granic. Nawet jeśli administracja Donalda Trumpa postawi swój słynny mur, to być może zmniejszy nieco napływ ludności meksykańskiej, ale nie zatrzyma go zupełnie. Ba - jeśli Ameryka, Europa, czy np. Chiny będą rozwijać się w sposób względnie harmonijny, to żadna służba graniczna nie zatrzyma mas ludzkich szukających lepszego życia.

Państwa, podobnie jak prywatne przedsiębiorstwa, zaczną wkrótce (o ile już nie zaczęły) konkurować o atrakcyjnego podatnika. Staną się usługodawcami, których będzie można zmieniać jak operatorów sieci komórkowej w zależności od oferty i warunków kontraktu. Wymagać to będzie zbudowania stabilnych podstaw prawnych i gospodarczych, a w dalszej kolejności sprawnej administracji.

Wobec rozwoju nowych technologii i postępującej customizacji nie pozostanie nic innego, jak stopniowo decentralizować i redukować liczbę zarówno instytucji jak i etatów. Rządy, chcąc w sposób kompetentny realizować swoją politykę, będą zatrudniać zewnętrznych ekspertów, a docelowo outsourcować np. usługi administracyjne.

Polska staje się nie tylko software housem Europy lecz także głównym centrum usług dla biznesu. Należy też oczekiwać, że niemała część z liczby 2-3 milionów “unijnych” emigrantów wróci do kraju w ciągu najbliższych 10-15 lat. Oznacza to, że już wkrótce w gospodarce prym wieść będzie “nowy obywatel”, który zapewne nie zaakceptuje wielogodzinnych kolejek czy wieloletnich postępowań. Polscy millenialsi będą stopniowo wypierać archaiczne i autarkiczne państwo interwencyjne. Brzmi jak science fiction? W przededniu wprowadzenia stanu wojennego też nikt nie spodziewał się wejścia do NATO?

Szklane domy 2.0
Trudno podejrzewać, aby z dnia na dzień polskie instytucje publiczne zaczęły stosować metodyki zwinne. Pozostaje mieć nadzieję, że stopniowo zachodząca wymiana pokoleniowa umożliwi lepszą kooperację biznesu i państwa. Lata zaniedbań i brak odpowiednio wykwalifikowanych kadr sprawił, że w porównaniu z niemieckim czy amerykańskim kolegą polski przedsiębiorca stoi nie jeden, a trzy kroki przed państwem.

W dobie tanich środków produkcji i migrujących rąk do pracy to metodyka zarządzania organizacją stanowi pole decydujące o losie państw i w tym właśnie aspekcie Polska ma największe rezerwy.

Ministerstwo Cyfryzacji aprobując ekspertyzę odsłoniło szczelinę w legislacyjnym murze, lecz przede wszystkim wskazało kierunek. Pytanie brzmi: czy inne “działy” organizacji pod nazwą Rzeczpospolita Polska będą skłonne pójść tą drogą.

Michał LISEWSKI
Trwa ładowanie komentarzy...